SIN: Forum

Darmowe wejście na konwent.

Ostatnio czytałem raport z Asuconu autorstwa Samuela. Bardzo fajny, ale chłopak bardzo burzył się, że nie udało mu się wejść za darmo, bo jego webmaster nie wyrobił mu ID.
Dało mi to sporo do myślenia (głównie dlatego, iż zastanawiałem się, jak "pochlebna" była by recenzja, gdyby Samuel musiał zapłacić za wstęp mimo, iż posiadał jakąś tam plakietkę od webmastera).

Tu pojawia się pytanie - kto powinien mieć wolny wstęp na konwent, a kto nie?
Spora cześć recenzentów chce mieć darmowy wstęp - no bo w końcu są tu nie po to, by się bawić, ale by zrobić recenzję. Oni tu pracują i nie do pomyślenia jest, żeby jeszcze za to płacili.
No niby tak, ale... Recenzentów jest mnogo. Jak by tak dawać darmowe wejściówki recenzentom wszelakim, to stanowili by oni 90% konwentowiczów. Recepta na zaoszczędzenie kasy na bilet jest prosta.
Wystarczy sklecić jakąś stronkę www, umieścić gdzieś na darmowym serwerze, wydrukować sobie jakiś znaczek i żądać darmowego wejścia na zasadzie "Jestem recenzentem serwisu SIN, chcę wejść za friko".
I tyle. Nie ważne, że recenzja jest na odwal się, na stronkę wpadła jedynie babcia Klementynka a Zawiercia, a i to przypadkiem etc. Recenzja jest i recenzent wchodzi za darmo. Kropka. Teoretycznie można ten proceder ukrócić - wpuszczać tylko recenzentów, których strony mają powyżej 30 odwiedzin dziennie. Proste. Tylko dziurawe. Dlaczego? Bo ilość odwiedzin nijak się ma do jakości serwisu.
Przykładowo licznik takiej nowopowstałej strony o wiodącym temacie np. pokemon, dragonball, hentai etc. szybko przeskoczy przez licznik takiego np. Banzai, a w cale nie jest od niego bardziej wartościowy. I co?
No owszem, zostaje segregacja jakościowa - ten serwis jest dobry, to wchodzą, a ten nie, to płacą. Tylko to znowu prowadzi do kolesiowego systemu wzajemnej adoracji (patrz AWS :-) Tak źle i tak niedobrze.

Na Asuconach wypracowaliśmy prosty system - wszyscy recenzenci płacą, jeśli są amatorami (czytaj: nie posiadają legitymacji prasowej).
Wyjątek stanowią fotografowie. Jednostki te wydają sporo kasy na zrobienie zdjęć (Ravena do tej pory nie stać na zdjęcia z Yokkonu 2), poświęcają też sporo czasu i wysiłku, żeby być tam, gdzie się coś dzieje ciekawego, dlatego rekompensujemy częściowo koszty filmu dając darmowy wstęp. Warunek - możemy potem te zdjęcia wykorzystać (forma elektroniczna).
Aha, żeby nie było. Fotografowie muszą wcześniej deklarować się, że mają zamiar tworzyć dokumentację fotograficzną, a nie przełazić radośnie koło kasy wymachując aparatem. I ma być to DOKUMENTACJA FOTOGRAFICZNA, licząca co najmniej 24 zdjęcia i ukazująca czołowe wydarzenia konwentu, a nie kilka fotek z kumplami (wyjątek - kompromitujące zdjęcia osób znanych w kręgu mangowym :-)

Wiem, że zasady te są brutalne (prowadzenie serwisu to ciężka robota i należy ją szanować) ale w miarę sprawiedliwe.
Więc, drodzy recenzenci - kiedy siedząca na kasie pani poprosi was o legitymację prasową - nie wkurzajcie się, i nie odkuwajcie w recenzjach.

COACH(R)

Powrót