SIN: Forum

Taki tam tekst...


- Ile to już lat minęło? - zastanawiałem się ostatnio.
- Ile mnie to wszystko kosztowało? - nasunęła się kolejna myśl.
- Czy było warto? - zapytał mój wewnętrzny głos.
- Tak, każda chwila była tego warta! - odpowiedziałem mu.

Dziwny to wstęp, ale oddaje sedno myśli, którą chciałbym tu przekazać... Myśli, a może raczej pytania? Czy było warto zostać fanem i dać z siebie wszystko w imię pasji? Było? Gdy piszę te słowa w mej głowie przesuwają się obrazy, strzępki wspomnień z zasłyszanych niegdyś rozmów, z spotkań z ludźmi, z wielu, wielu konwentów... To już tyle lat... A zaczęło się tak niepozornie. Od odcinka serialu w TV, obrazka w magazynie komputerowym. Nie wiedziałem wówczas co widzę, ale te obrazy zostały w mej pamięci do dziś... Potem nadeszło zrozumienie, za nim podążała, malutka jeszcze, pasja. Wówczas zapragnąłem tworzyć w imię mego hobby, poświęcić mu się bez reszty. Pierwsze próby były mocno nieudolne, jak małego dziecka stawiającego pierwsze kroki w świecie wymyślonym przez i dla dorosłych. Byłem tym dzieckiem, byłem sam ze swoimi marzeniami i nie było nikogo kto by mnie zrozumiał. Gdzieś tam daleko, niczym majestatyczny posąg, majaczyła świadomość istnienia ojców polskiej mangi. Byli oni tak daleko, niemal nieosiągalni dla zwykłego śmiertelnika... Perspektywa spotkania, któregoś z nich wydawała mi się niemal niemożliwa. To oni rozbudzili ideę, której czas właśnie nadszedł.
   Minął rok, pojechałem na swój pierwszy konwent. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać? Jakich ludzi spotkam, jak to wszystko naprawdę wygląda, czy jest jeszcze wielu takich jak ja, którzy też szukają miejsca w świecie dla siebie i swoich marzeń? Rozczarowałem się… Mit wspaniałego fandomu prysnął wraz z chłodnym przyjęciem... Nic już później nie było w stanie zatrzeć negatywnego wrażenia... Ci ludzie, twórcy, fani tacy jam ja, nie, nie tacy sami, LEPSI. Potraktowali mnie jak osobliwe i śmieszne zjawisko... Ale to było parę dobrych lat temu... Nie ma co do tego powracać. Pomimo tego zdarzenia, moja pasja nie przygasła, a wręcz przeciwnie, rozbłysła nowym ogniem podsyconym przez ambicję. Nie będę zjawiskiem, anonimowym fanem, jednym z tłumu. Nie będę ksenofobem i zadufanym w sobie człowiekiem. Będę tworzył dla ludzi, tworzył dla siebie, będę wśród NAJLEPSZYCH, ale równocześnie nadal z ludźmi. I tak to się zaczęło… W tamtych czasach wszystko wydawało się takie proste i zarazem oczywiste. Wystarczyło mieć chęć aby działać, środki, a właściwie ich brak, się nie liczyły... Część tego poglądu żyje we mnie do dziś. Wiele błędów popełniłem po drodze, zawiodłem wiele osób, które spodziewały się po mnie czegoś lepszego, wielokrotnie rozczarowywałem rodzinę, omal nie przekreśliłem swojej przyszłości... Jednak idea fanowstwa, lub otakizmu, jak kto woli, była ze mną przez cały ten czas... Wreszcie nadszedł mój złoty wiek, okres, w którym naprawdę zacząłem coś osiągać. Z przyjaciółmi powołaliśmy do życia, a właściwie zreformowaliśmy już istniejący, klub mangowy w Bielsku-Białej. Wcześniej wystąpiliśmy w radiu, mieliśmy nawet jeden lub dwa wywiady w gazecie, pierwszy manga room na konwencie gier RPG... To były piękne dni, ale na tym się nie skończyło... Później pojawiła się szansa debiutu dana mi przez człowieka, którego imienia w tej chwili nie wymienię, ale wspomnę jeszcze o nim później, dzięki internetowi otworzył się świat i gdy niemalże wszystko zaczęło wyglądać jak sobie wyobraziłem przyszło załamanie... Debiut nie był takim sukcesem jakiego oczekiwałem, pojawiły się problemy natury prywatnej oraz związane z klubem. Straciliśmy wówczas lokal... Myślałem, że to koniec mych zmagań z ideą i czas na powrót do szarej rzeczywistości... Wtedy rękę podała mi "Sekcja 9" ŚKF. Ludzie, których poznałem, a zwłaszcza jeden z nich, pozwolili mi uwierzyć, że jest jeszcze nadzieja, i że warto wciąż próbować działać i tworzyć... Dali mi szansę i obdarzając kredytem zaufania, pozwolili pracować przy swoim konwencie. Mam wrażenie, że danej szansy nie zmarnowałem gdyż, później zaproszono mnie do współpracy przy dwóch następnych. I tak doszliśmy do roku bieżącego. W chwili obecnej piszę jako osoba prywatna, a nie członek jakiegoś klubu czy organizacji. Wszystko to co opisałem powyżej nie byłoby możliwe gdyby nie ludzie, którzy w tym współuczestniczyli, chęć działania, która niczym ogień płonęła i płonie do dziś, pasja tworzenia, chęć dawania i przede wszystkim bezgraniczna i ślepa miłość do swojego hobby.
   Wiele osób twierdzi, że pasjonatem jest się wyłącznie na początku swojej przygody, potem przychodzi rutyna, a wraz z nią zniechęcenie. Nie zgadzam się z tym poglądem. W moim przekonaniu wszystko zależy od człowieka i jego stosunku do tego czym się zajmuje. Można wszystko zostawić i zająć się "prawdziwym" życiem, pytanie tylko czy będzie ono szczęśliwe, można stać na uboczu i zajmować się wyłącznie krytyką wszystkiego i wszystkich, ewentualnie pielęgnowaniem miłości własnej, ale można też ślepo brnąć w ogień swoich pasji i przekonań, by przekonać się, że na końcu czeka wspaniała nagroda. Nagrodą tą jest radość fanów, którzy dzięki działaniom, mogli miło spędzać czas i dobrze się bawić. Nagrodą jest możliwość wprowadzania nowych ludzi na ten, wciąż jeszcze żyzny, grunt jakim jest manga i anime, pokazywanie im, że poza filmami emitowanymi w TV jest coś jeszcze. Coś głębszego i znacznie wspanialszego... Hobby, które może przynosić radość i spełnienie, o ile będzie należycie pielęgnowane. Tekst ten kieruje do wszystkich fanów, którzy cierpią lub cierpieli na kryzys chęci, którzy zmagali się z problemami i niezrozumieniem, a przede wszystkim do młodych którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę w świecie animacji. Zawsze wierzcie w siłę swoich przekonań i nie pozwólcie aby problemy zdusiły w was ten ogień. Nie pozwólcie, aby ta iskierka radości jaka w was się rozbudziła i zapewne nadal się tli, przygasła... Po drugiej stronie już tylko szary świat, który zdecydowanie przyjazny nie jest i najczęściej nie pozwala marzyć...

Lord Raven



Podziękowania bez kolejności dla:

Mr. Root'a, Mr. Jedi'ego, Robina (za szansę debiutu), ekipy Mns3 i 4 (choć zapewne nawet nie wiedzą o kogo chodzi), Darii, Magdy, Klubu Mangi i Anime "Atarashii Sedai", "Sekcji 9" ŚKF (bez wyjątków), oraz innym, którzy z różnych powodów, najczęściej sklerozy, zostali pominięci...

Szczególne podziękowania dla:
Kami-chan (za to, że nadal mnie znosi), Frohike'a, Ainaelle'a, Mike'a Golda, Ag (za bycie wspaniałymi przyjaciółmi i krytykami mojej działalności), Coacha(R) (on wie za co), Baloo, Michi, Vulcana i pozostałych (tak po prostu)...

Powrót