Fani czy pozerzy
I w ten oto sposób normalna recenzja Asuconu 4 w moim wydaniu znów się
opóźni. Dlaczego ? Ponieważ muszę sprostować i wyjaśnić kilka spraw.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że po przeczytaniu tego textu wiele osób
straszliwie się na mnie wkurzy, ale o to właśnie mi chodzi. Poza tym
przecież jakoś muszę się bronić przed ich najazdami na moją (nie)skromną
osobę. A o co właściwie chodzi ?
Otóż w jednej z wielu recenzji Asuconu 4 udało mi się przeczytać
następujące słowa (cytat niedokładny): "Potem rozpoczął się konkurs wiedzy, w
którym to pewien osobnik o pseudonimie Tenchi zadawał pytania, na które sam
sobie odpowiadał." Zdziwiłem się zdeczko, po czym natychmiast
skontaktowałem się z Coachem celem wyjaśnienia sprawy. Ten zaś zadziwił mnie
jeszcze bardziej twierdząc, że ludzie pytali się "co chcecie tym pokręconym
konkursem udowodnić ?". Poczuwam się więc do obowiązku posprzątania całego tego bałaganu.
Dlaczego ja ? Właściwie to nie
wiem, ale chyba na pewno nie dlatego, że to ja miałem przyjemność go
przygotować i nieprzyjemność prowadzić. Dlaczego w wyrazie "nieprzyjemność"
przedrostek "nie" nie znalazł się w nawiasach, co sugerowałoby żart ? Ano,
dlatego, że ja nie żartuję. LUDZIE ! TAKIEJ BANDY MANGOWYCH MATOŁÓW W ŻYCIU
NIE WIDZIAŁEM I PEWNIE NIE ZOBACZĘ WCZEŚNIEJ NIŻ NA KOLEJNYM ASUCONIE ! WY
NAZYWACIE SIEBIE FANAMI ?! NIE POTRAFICIE ODPOWIEDZIEĆ NA NAJPROSTSZE
PYTANIA Z DZIEDZINY, KTÓRA TO JAKOBY JEST "WASZYM HOBBY" ?! I JESZCZE
OSKARŻACIE ORGANIZATORÓW O ROBIENIE SOBIE JAJ ?! DLACZEGO ?! BO TO PROSTSZE
NIŻ PRZYZNAĆ SIĘ PRZED SAMYM SOBĄ I RESZTĄ FANDOMU DO NIEWIEDZY ?!
Ostre słowa ? Być może. Jednak solennie na nie zapracowaliście. Bowiem czy na
miano fana zasługuje człowiek, który ani trochę nie zna środowiska, w
którym się porusza ? To tak jakby czytać książki i nie interesować się ich
autorami. Wbrew pozorom mangę i anime można doskonale do powyższego
przykładu przyrównać. Przecież jeśli podoba wam się dana książka, to na
pewno zapamiętujecie nazwisko autora i przy kolejnej wizycie w bibliotece
prosicie o jego inne tytuły. To samo dotyczy anime. Jeśli podoba mi się
dany film, to logiczne, że sprawdzę kto go reżyserował. Podobnie jest z
designami czy muzyką. Ale niestety, większość naszych "fanów" napisy końcowe
skrzętnie przewija lub wręcz w ogóle ich nie nagrywa, bo "szkoda miejsca".
Proszę bardzo, róbcie tak dalej, ale nie miejcie potem pretensji, że nie
wiecie kto reżyserował np. dwie pierwsze kinówki "Urusei Yatsury". A założę
się, że dla fanów "Ghosta" i "Patlabora" byłoby to niezłe zaskoczenie.
Podobnie, lecz nie do końca wygląda sprawa z seiyuu. Specjalnie
zahaczam o temat seiyuu, bo wielu z was także krzywiło się na te pytania
lub kwitowało je okrzykiem "a skąd ja mam to wiedzieć ?!". Specjalnie
wybierałem te (tych) bardziej znane (znanych), miejąc nadzieję, że będziecie
recytować odpowiedzi śpiewająco. A tymczasem co wyszło ? Nie byliście w
stanie podać trzech (!) tytułów anime, w których głos podkładała Megumi
Hayashibara (bodaj najbardziej znana seiyuu), podczas gdy ja tych tytułów
na kartce miałem koło dwunastu, a gdybym chciał policzyć wszystkie, do
których udało mi się dotrzeć, to brakłoby mi palców rąk i nóg. Wstyd !
Nie myślcie sobie, że ja to wszystko tak po prostu wymyślam dla zabawy.
Większość opisywanych tutaj zdarzeń miała miejsce na Asuconie 4. A genialną
próbkę tego, co potrafią nasi "fani" dostałem drugiego dnia, podczas
oglądania "Video Girl Ai".
Zaczęło się bowiem już po pierwszym epizodzie, a konkretniej mówiąc na
końcowych napisach. Operator komputera postanowił "uratować" nas przed
"głupią, nudną, długą i nieciekawą" końcówką i najnormalniej w świecie ją
ściął ! Założę się, że gdyby nie moja interwencja, nikt na sali nawet by
sobie nie zdawał sprawy z istnienia tzw. teatrzyków zamykających każdy z
epizodów.
Przekonałem was już, że nie warto ciąć napisów końcowych ? Teatrzyki się
ludziskom spodobały i później już sami pilnowali kolesia przy kompie. Ale
nie zawsze po napisach końcowych czeka jakiś miły bonusik. Dlaczego więc
nadal upieram się przy hołubieniu endingów ? To proste: końcówka to istna
kopalnia przydatnych wiadomości o filmie ! Reżyser, chara designer, mecha
designer, muzyk, seiyuu, nierzadko tytuły piosenek użytych w filmie (łatwiej
szukać soundtracka). Lecz to nie wszytko. Na pewno zauważyliście, że np. w
Akirze lista płac jest dosyć długa. Wyobraźcie sobie tych wszystkich ludzi
pracujących po 48 godzin na dobę. Oni zrobili to DLA WAS, abyście się dobrze
bawili na tym filmie. Uszanujcie ich pracę choćby zgrywając sobie te napisy,
nie mówiąc już o czytaniu czy "wkuwaniu" ich na pamięć.
Zauważyłem jeszcze jedną rzecz, która mnie zmartwiła: dzisiaj ludzie już
nie bawią się przy anime tak, jak kiedyś. Większość oglądała (mowa w
dalszym ciągu o "VGA") byle obejrzeć i "zaliczyć". Na jakiej podstawie tak
twierdzę ?
Pomiędzy epizodami oprócz teatrzyków są także trailery do następnych odcinków.
W przypadku pierwszych czterech epizodów to nie przeszkadza, wręcz podsyca
ciekawość. Jednak ostatni z nich (moim nieskromnym zdaniem) zdradza zbyt
dużo, psując odbiór finałowego odcinka. Wtedy na sali kinowej powiedziałem
dokładnie to samo i poprosiłem o przewinięcie spoilera. Niestety prośba nie
została spełniona i zapowiedź spokojnie sobie "poszła". Większość obejrzała
ją bez emocji, jednak ci, którym rzeczywiście zależało na dobrej zabawie,
poradzili sobie fantastycznie. Po prostu zagłuszyli się niczym na sesji RPG,
kiedy MG omawia jakieś ważne sprawy z innym graczem. Pytałem ich później o
wrażenia i absolutnie nie żałowali swojej decyzji (pozdrowienia dla pewnwgo
"bezimiennego" oglądacza i jego kolegi siedzących obok mnie - tak trzymać
panowie, będą z was dobrzy fani !). Zaś co do reszty: czy warto było psuć
sobie zabawę ? A jeśli w tej chwili pukacie się palcem w czoło, to
potwierdzają się moje wcześniejsze słowa: oglądacie, aby "zaliczyć" i nie
czerpiecie z tego żadnej przyjemności. Żal mi was, ale cóż, wolny wybór. Aby
dać wam do myślenia dodam tylko tyle, że nawet Mr Jedi się wtedy zagłuszył.
Bierzcie z niego przykład !
Chwilę po zakończeniu ostatniego epizodu większość poderwała się i opuściła
salę kinową, odpuszczając sobie ostatni ending. To ostatecznie przekonuje
mnie o słuszności powyższych słów (o "zaliczaniu"). Bowiem ta końcówka bardzo
różni się od poprzednich. Opowiada ona o dalszych losach bohaterów, stawiając
kropkę nad i; wyjaśnia i dopowiada pewne niejasności (sam epizod kończy się
bardzo enigmatycznie). Ci, którzy opuścili salę, widocznie nie byli ciekawi,
co będzie dalej. A z czego to wynika ? Po prostu nie zżyli się z bohaterami,
nawet nie próbowali się wczuć. Oni "zaliczali", aby potem pochwalić się
przed znajomym: "a wiesz, widziałem ostatnio 'VGA'". I masz rację ty, który
tak powiesz: WIDZIAŁEŚ, a nie OBEJRZAŁEŚ. Lecz możesz mi wierzyć - te dwa
pojęcia dzieli ogromna przepaść...
Uff, zagalopowałem się pisząc o mentalności "przeciętnego polskiego fana",
a tu przecież jeszcze konkurs wiedzy nie do końca wybroniony. Było o
pytaniach dotyczących seiyuu, reżyserów i tym podobnych, ale ani słowa o
muzyce. No to lecimy dalej.
Omawianie spraw muzycznych zacznę od rzeczy doskonale znanej każdemu
prawdziwemu fanowi, a mianowicie od soundtracków. Większość z was bowiem
skamle, że nie ma skąd, że nie ma jak itp. Przepraszam, jakoś do dnia
dzisiejszego udało mi się zdobyć WIĘKSZOŚĆ poszukiwanych przeze mnie
soundtracków. Dla jasności sytuacji dodam, iż nie mam dostępu do internetu, a
mój komputer to goła (bez karty turbo) Amiga 1200, co jak na razie (dla
kolegów PC-towców: do czasu zakupu karty, a nie zmiany kompa, jak co
poniektórzy z was mogliby sądzić) także uniemożliwia mi odsłuchiwanie eMPEGów
audio (dla lamerów: MP3) w domu. Pozostają mi płyty CD audio lub kasety,
które wbrew pozorom wcale nie mają aż tak słabej jakości, jak się co
poniektórym wydaje. Ja wiem, że eMPeGi są bardziej poręczniejsze, mają lepszą
jakość i łatwiej się z nimi "komunikować", lecz jak się nie ma co się lubi...
Aby udowodnić, że nic nie mam do eMPeGów przyznam się, że moja kolekcja
soundtracków na kasetach jest zgrywana właśnie z plików w tym formacie. Dobra
kaseta, dobry sprzęt odtwarzający i żyć, nie umierać ! Ale po co, przecież
prościej ponarzekać na brak stuffu, brak komputera...
Inną zarazą, być może nawet gorszą, są zbieracze beztytułowi. Co to za
potworaski ? Ano, zgrywa taki byle jak, byle co, byle gdzie. Nieważne, że
nie ma tytułu, zamiast dwóch kanłów - mono (jeszcze na dokładkę skompresowane
na 44,1 MHz i J-Stereo; po jaką cholerę ?!), a do tego chamsko ucięte, bo
"połączenie wybiło". Ci przechodzą wszelkie pojęcie. "Bo dla nich liczy się
muzyka". Ok. Ale czy takim wielkim problemem przed zgraniem tego na płytkę
jest dla was przesłuchanie kawałków celem sprawdzenia, czy nie są poucinane
lub źle skompresowane ? Potem wrzucić "Laina" do jednego katalogu, a
"Macrossa" do drugiego i chociaż dołączyć listę tytułów w postaci pliku txt
(że już nie będę marzył o opisaniu osobno każdego kawałka, co niewątpliwie
ułatwiłoby znalezienie tego potrzebnego w gąszczu innych) ? Mój przyjaciel,
także Amigowiec (już widzę uśmieszki kolegów blaszakowców) stosuje właśnie
taką metodę i sprawdza się ona doskonale. Bowiem kiedy zmuszony byłem
samotnie pracować na jego kolekcji, nie miałem najmniejszych problemów z
połapaniem się w tym wszystkim. Wrzuciłem płytkę, wybrałem katalog (nazwa
anime, z którego pochodziła muza); w środku elegancko opisane kawałki, więc
bez konieczności puszczania każdego po kolei i grzebania po tagach szybko
ustaliłem playlistę i wio !
Właściwie po co rozwlekam się tyle o soundtrackach i tytułach ? Ponieważ na
konkursie muzycznym było wcale nie lepiej. Czy naprawdę tak ciężko
zapamiętać tytuł "Jajauma Ni Sasenaide" (chyba najbardziej znany kawałek z
"Ranmy") czy "Sailor Stars Song Theme" ? A potem zdziwko, no bo dlaczego
nie uznałem tytułu "Makenai", przecież wszyscy go używają ? Lepszą zabawę
miałem, gdy poleciał kawałek z przemiany Haruki i Michiru. Wersji tytułu
było chyba więcej, niż uczestników konkursu. Niestety, brakło wśród nich
tej prawidłowej. A szkoda, wielka szkoda... I nie powiecie mi, że pytania
muzyczne były trudne, bo puszczaliśmy zarówno mniej, jak i bardziej znane
kawałki; przykładowo tytuły z pierwszego OSTeka Evy odgadliście prawie
wszystkie bez problemu. Prawie, ponieważ jedna z nazw podana została
niedokładnie. I nie ma się co buntować o jedną literkę; naprawdę nie
obchodzi mnie, jak się ten utór w fandomie nazywa. Autorzy nazwali go "I.
Shinji", a nie "Shinji", więc tak ma pozostać. Brak jednej literki to już
błąd w tytule.
Powróćmy teraz do konkursu wiedzy. Do omówienia pozostały mi jeszcze dwa
rodzaje pytań. Te dotyczące szczegółów były rzeczywiście chamskie, ale
drużyna Buaka udowodniła, że da się na nie odpowiedzieć (ich pytanie
brzmiało: którą godzinę wskazywał zegar ścienny w momencie napadu oprychów
na dom Rally & May ?). Chłopcy pomylili się o pięć minut, czyli zmieścili się
dokładnie w granicach błedu. W innych przypadkach limitu nie było, no bo jaką
granicę pomyłki wyznaczyć do pytania: jak nazywała się audycja TV, do której
D'Anclaude słał kasety z morderstwami "trójek" ?
Dużo problemów mieliście z pytaniami o starsze pozycje, typu "Urusei Yatsura"
czy "Project A-Ko". Czego to dowodzi ? Dokładnie tego samego, co poruszyłem w
moim (niedawno wydrukowanym) liście do Kawaii: NIE OGLĄDACIE KLASYKI !
PLUJECIE NA KLASYKĘ ! TYLKO WAM NOWOŚCI W GŁOWIE ! WIĘC JA PLUJĘ NA WAS ! To
tak jakby uważać się za fana fantasy i nie znać Tolkiena ! Ja go nie znam,
ale nie uważam się za fana fantasy, tylko mangi i anime.
Zaś jeśli chodzi o pytania ogólne, to muszę wam powiedzieć, że niedokładnie
czytacie Kawaii. Żeby nie wiedzieć, kto należy do DoCo i co to w ogóle za
grupka ? Sorry, ale do tego nie trzeba być fanem "Ranmy". Przykładowo ja sam
nie jestem maniakalnym fanem "Patlabora", a byłbym w stanie powiedzieć o nim
nieco więcej niż zdawkowe "film z robotami". Tak więc fakt, że nie jest się
fanem tego czy tamtego tytułu lub mało się "tego" widziało (lub wcale)
absolutnie nie tłumaczy przed brakiem wiedzy o nim. To wszystko było kiedyś
publikowane w Kawaii i wystarczyły wiadomości z poprzednich numerów, aby
spokojnie dać sobie radę. Udowodniła to jedna z drużyn odpowiadając na
pytanie dotyczące Johjiego Manabe. Przecież ja sam, kiedy jeszcze byłem
wielkim lamerem i żyłem dzięki Sailorkom, kupowałem Kawaii plus Animegaido i
czytałem od dechy do dechy. I co z tego ? I to, że gdyby ktoś obudził
mnie w środku nocy i zaczął przepytywanie, to bez problemu odpowiedziałbym,
że Rally jeździ Shelby Cobrą, Miyu nosi wstążkę na prawej stopie, "Urusei
Yatsura" liczy sobie sześć kinówek, a Hisakawa Aya to oprócz Sailor Mercury
także Ichino Yanagida z "Battle Athletes" lub Arimi Suzuki z "Marmalade
Boya" (ewentualnie dla totalnych anime-lamerów: Iria z "Iria - Zeiram the
Animation").
Jak więc sami widzicie, dostęp do stuffu z pewnością coś znaczy, ale przede
wszystkim liczą się WASZE CHĘCI W ZDOBYWANIU WIADOMOŚCI ! Artykuł ten
poprzez swoją obrazoburczą formę ma właśnie skłonić was do pracy nad sobą.
Tak, tak, moi kochani, jak w szkole. Wielu z was zapewne zapyta: "po co nam
te wiadomosci, przecież chleba w przyszłości z tego nie będzie ?". Już
wyjaśniam:
1. Dla własnej satysfakcji. Wiecie, jaką cholerną przyjemność sprawiło mi
udowodnienie wam, że jeśli chodzi np. o Ranmę lub Alitę, to jesteście przy
mnie TAAACY malutcy ?
2. Aby nie dać się zagiąć jakiemuś fagasowi antymangowcowi. No bo jak
bronić swojego hobby, jak nawet nie umie się podać tytułów filmów które się
widziało ? Oni tylko czekają na nasze wpadki, aby zaatakować, pobić,
zniszczyć. Nie dajmy się ! Nawet w przypadku fanów takich badziewi jak
Pokemon czy Dragon Ball; pokażcie im, że ten Goku i spółka to nie tacy
idioci na jakich wyglądają i leją się o słuszną sprawę, a to komercyjne
żółte pikające gówno może czasem czegoś nauczyć (vide druga kinówka).
3. Manga i anime to podobno wasze największe hobby. Więc bądźcie
prawdziwymi fanami i traktujcie je jak hobby, a nie chwilową modę. Nie
potrzebujemy więcej Marysiów i innych pseudomangowców. Jeśli coś naprawdę
jest waszym hobby, to poświęcicie temu cały wolny czas i będziecie się
starali mieć go (czasu) jak najwięcej. Hobby jest po to, by żyć z nim na
codzień i wszędzie brać je ze sobą. Da się je pogodzić nawet ze szkołą.
Przykład ? Proszę bardzo: kiedy z polaka mam napisać referat traktujący o
dowolnym bohaterze dramatycznym, to w większości wzoruję się na obejrzanych
anime ! Mówię jak najbardziej serio !
Przy okazji sprecyzuję swoje poprzednie słowa dotyczące zdobywania wiedzy.
Otóż wyobraźcie sobie, że nie mam zamiaru zmuszać nikogo do wkuwania na
pamięć wiadomości na tematy dla niego nieciekawe. Nie lubisz "Ranmy" ? Ok,
polej na ten tytuł, zatrzymaj tylko podstawy (autorka, ilość tomów, tytuły
filmów, znajomość głównego bohatera). Lubisz za to "Ghosta" ? Więc postaraj
się zdobyć o nim nieco więcej wiadomości, zabłyśnij wśród znajomych, bądź
OTAKU tego tytułu.
Rozumiecie już, co chcę wam przekazać ? Po prostu niech każdy znajdzie swoją
specjalizację; dużo wiadomości o swoim "the best", a o reszcie podstawy. Ja
sam właśnie tak postępuję. Niestety, większość moich znajomych przecenia
mnie, uważając za chodzącą encyklopedię wiadomości o anime. A przecież to
ewidentna bzdura ! Udowodnię wam, jak bardzo się mylicie. Weźmy dla przykładu
"Alitę" - w tym przypadku rzeczywiście możecie pytać do woli, łatwo mnie nie
zagniecie (uwaga - nie napisałem "wcale mnie nie zagniecie"). Lecz poproście
kilka miłośniczek yaoi z naszego klubu, żeby zadały mi parę najprostszych
pytanek na temat "Wisha" czy innego "Zetsuaia". Ponieważ yaoi mnie nie
interesuje i nie czytam tego typu mang, moja wiedza na ich temat sprowadza
się do potwierdzenia faktu ich istnienia. Gdybym zaś kiedyś potrzebował
jakichś wiadomości z pogranicza yaoi to wiem, do kogo należy się zwrócić; zaś
ja chętnie służę posiadanymi informacjami dotyczącymi moich ulubionych
tytułów. I w ten oto sposób, uzupełniając się wzajemnie, budujemy zwarty i
gotowy na wszystko fandom. Jasne ?!
Jest jeszcza jeden powód dla was do nauki. Jeżeli wszystkie powyższe wydają
się wam błahe i nieprzekonywujące, to ten na pewno do was przemówi:
4. Aby konkurs wiedzy na kolejnym Asuconie przyniósł wielkie zaskoczenie
temu dupkowi, fagasowi, niedorozwojowi, samolubowi, egoiście,
megalomaniakowi i co-tam-jeszcze-chcecie prowadzącemu, czyli MNIE ! Następnym
razem to wy mnie zniszczycie za pomocą waszej ogromnej i rozległej wiedzy !
Czego sobie, lecz przede wszystkim wam życzy: Tenchi the Otaku
(Bzdura, że otaku można zostać tylko w Japonii - no chyba że chodzi o
wielkość kolekcji i dostęp do materiałów. Według mnie otaku może być każdy,
bo liczy się to co wiesz i co czujesz, a nie to co masz.)
P.S. Jeśli gdzieś zobaczycie bandę dziewczynek uważających się za wielkie
fanki, a śliniących się na widok Kamui z X-a (bo nic innego nie widziały,
bo jest be, po angielsku i nie ma tam Kamui), to wiecie co. Mangality !
Walczmy o czystość rasową mandomu !
Tatakae Otaking ! Do boju ! KRWI ! (won z tą pałą, nie powiedziałem, że to
ma być MOJA krew !)