(True) END OF EVANGELION
- A ja dalej jestem zdania, iż żyletki są bardziej potrzebne - rzekł Gendo.
- Żyletki, żyletki, żyletki... tylko jedno ci w głowie. Na co komu kilka ton żyletek? Nie lepiej przerobić je na gwoździe i śrubki i podreperować nieco GeoFront? -upierała się Ritsuko.
- Wy kobiety nie wiecie, jak to jest golić się tępą żyletką...
- A właśnie że wiemy - wtrąciła Ritsuko - ale żyletki to towar drugiej potrzeby, śrubki...
- Żyletki!
- Śrubki!!
- Żyletki!!!
- Śrubki!!!!
- Żylet...
Nie dokończył, gdyż przerwało mu skrzypnięcie drzwi, w których stanęła Misato. Miała na sobie piżamę, paskudnie zmierzwione włosy a jej blada twarz w połączeniu z podkrążonymi oczami sprawiała, iż wyglądała jak zombie po praniu w Arielu.
- AAAaaaa!!! - ziewnęła Misato - Dalibyście trochę pospać!! Hałasujecie tak, że pobudzicie cały obóz. O czym w ogóle gadacie?
- Omawiamy ważną kwestię dotyczącą EVA Recycling ProjectTM- rzekł speszony Gendo.
- Eeeee!!! A może zostawicie to na jutro, co?
- Niemożliwe! To jest zbyt ważna kwestia. - odpowiedziała szybko Ritsuko.
- Może jednak będę mogłaaaaaaaa.-.aaa pomóc - ziewnęła Misato.
- Może lepiej nie...
- Ależ owszem - przerwał Gendo widząc szansę zażegnania konfliktu -
zastanawiamy się właśnie, czy przerobić Evy na wysokiej klasy żyletki, czy jakieś tam śrubki...
- Jakieś tam śrubki? - oburzyła się Ritsuko - GeoFront wymaga generalnego remontu po ostatniej wizycie jednostek seryjnych, śrubki były by w sam raz!
- Żyletki!
- Śrubki!!
- Żyletki!!!
- Śrubki!!!!
- Eeeeee! Przepraszam!!
- Tak???
- A może by je tak przerobić na puszki do piwa?
- Jesteś tego pewna? Taka ładna dziewczyna?
- Chcę być chłopakiem!!!
- Ale to jest trudna operacja... eee... nie wiem .... yyyy.... może lepiej nie...
- Powiedziałam chyba jasno! Chcę być chłopakiem! Czy to takie trudnię dla tego małego móżdżku, że chcę być chłopakiem?
- A masz zgodę rodziców?!? - powiedział dr Stain rad, iż znalazł powód dla którego nie będzie musiał przeprowadzać operacji.
- Mam! - odrzekła pewnie Asuka, wyciągając z teczki kawałek papieru.
Dr Stain zdębiał. Zdębiał tak, iż nie pomyślał nawet, iż zgoda może być podrobiona.
- No... dobrze... ale będę musiał porozmawiać z twoimi rodzicami...
- Ale mama jest w Niemczech, a Ojciec... - Asuka zrobiła minę na tyle nieszczęśliwą, iż doktorowi Steinowi odechciało się dalszych pytań.
- No dobrze, zaczniemy od kuracji hormonalnej. Najpierw musimy...
- Doktor Frank Stein proszony jest do sali konferencyjnej, powtarzam, doktor Frank Stein proszony jest do sali konferencyjnej. - dobiegło z megafonu.
- Przepraszam, muszę już iść. Sprawy służbowe. Przyjdź jutro o szóstej.
Asuk Souryu Langley stał w garniturze przed willą Kaoru.
Z zewnątrz willa prezentowała się niezwykła okazale, miała czerwony dach z
kominami w kształcie krzyży, pięknie zdobione białe ściany i brązowe, również
zdobione okna. Wokół rozciągał się ogród, w którym rosły czerwone róże. Dom Kaoru Nagisy był najokazalszy w okolicy. Nic dziwnego, gdyż dostawał od NERV'u niezłą pensyjkę tylko za to, iż zdecydował się odłożyć koniec świata na kilka marnych stuleci.
Asuk wyrwał się z zamyślenia. Jego ręka powoli zbliżała się do dzwonka. Drżał. Już za chwilę spełnią się jego marzenia. Marzenia okupione długą kuracją, kilkoma operacjami i ogromnym cierpieniem. Jego ręka dotknęła dzwonka.
Nic.
Dzwonek nie działał, a może był wyłączony.
- Cholera* - mruknął Asuk. - zawsze coś musi się spieprzyć pod koniec.
Nie poddał się jednak, nacisnął klamkę. Brama ustąpiła. Wszedł do środka. Przeszedł wąską alejką między krzakami róży i stanął przed drzwiami. Już miał zapukać, gdy opanowało go dziwne uczucie. Nie wiedział dokładnie co to było, lecz czuł, że coś jest nie tak. Nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły. Asuk wszedł cicho do środka. Usłyszał ściszone głosy. Dziwne głosy. Dobiegały z góry. Chłopiec wszedł po schodach, starając się stąpać jak najciszej. Głosy dobywały się zza uchylonych drzwi w końcu korytarza. Asuk usłyszał... nie, to nie może być prawda... Podszedł do drzwi. Dyskretni zajrzał do środka, wstrzymując oddech.
- Kaoru??? l..... Hi... Hikaru?!?'?
Para usłyszała pełen zdziwienia, złości i rozpaczy krzyk Asuk'a. Kaoru szybko zszedł z Hikaru, ta okryła się kocem.
- Kim jesteś? - wrzasnął Kaoru.
- Jak to? Nie poznajesz mnie? Jestem Asuka, a właściwie Asuk Souryu Langley. Wiedziałem, że wolisz chłopców, więc poddałam się operacji, a ty tymczasem z... Hikaru??
- No wiesz... gusta się zmieniają... ciągle chłopcy... to w końcu się nudzi... przykro
mi - usiłował się tłumaczyć Kaoru. Po chwili dodał odruchowo: - Kocham cię.
Asuk zacisnął pięści. Żadne słowa nie są w stanie opisać tego, co czuł, co działo się w jego wnętrzu. Ręka sama powędrowała w kierunku świecznika stojącego na komodzie. Zamach, rzut. Hikaru nie zdążyła nawet zareagować. Struga krwi trysnęła na pościel, zalała ściany i sufit.
Asuk rzucił się na osłupiałego Kaoru i nim ten zdążył wygenerować AT-FieId, zacisnął palce wokół jego smukłej szyi. Kaoru rozpaczliwie usiłował wyrwać się z uścisku. Bezskutecznie. Palce Asuk'a wbijały się coraz głębiej, wysysając z niego resztki świadomości.
- Czy to już... koniec?... - pomyślał.
Jego głowa bezładnie spoczęła na poduszce. Asuk długo jeszcze ściskał martwe
ciało i walił jego głową o kant łóżka. Przestał nagle, spojrzał w oczy martwego anioła.
Po jego policzku pociekły łzy. Przycisnął jego siną głowę do piersi. Łkał...
* Asuk klął siarczyście wierząc, iż doda mu to męskości.
Asuk machinalnie przesunął kartą ID. Drzwi podniosły się ze zgrzytem.
Wszedł. Wlókł się korytarzami GeoFrontu wytrwale dążąc do celu. Jego oczy były
puste, twarz zdradzała, iż wylał sporo łez. W jego mózgu tliła się tylko jedna myśl. Jeszcze raz zasiąść za sterami Evangeliona 02.
Nie wiedział już kim jest, jaką ma płeć, o co chodziło w Akirze ani po co żyje. W jego mózgu żarzyła się żywym ogniem się ta jedna, jedyna myśl. Ostatni zakręt. Już blisko. Jeszcze dwa kroki i...
Głuchy jęk wydarł się z jego piersi. Evangeliona nie było...
Oczy znów zapłonęły gniewem, krew zawrzała. Pędem ruszył do kwatery głównej.
Ritsuko usuwała właśnie uszkodzenia systemów spowodowane zainstalowaniem Windowsa przez jakiegoś barana, gdy drzwi otwarły się i stanął w niej dziwny, rudy chłopiec z dzikim obłędem w oczach.
- Gdzie jest moja EVA - wrzasnął.
- EVA? - zdziwiła się Ritsuko - przecież one są dawno przerobione.
- Przerobione? Na co?
- A tak w ogóle to kim ty właściwie jesteś?
- CO ZROBILIŚCIE Z MOJĄ EVĄ ?!!? - ryknął Asuk.
- Przerobiliśmy, już mówiłam - odrzekła nieco wystraszona Ritsuko dzwoniąc po ochronę.
- NA CO, DO CHOLERY!!!???
- Na treblinki do snopowiązałek*.
* Nie pamiętam, czy to były treblinki do snopowiązałek czy do innych maszyn rolniczych. Obejrzyjcie "Nie lubię poniedziałku"...
(True) END OF EVANGELION
Created by COACH(R) 15.VI.1999 A.D.
Special thanks to S9 Asuka-chan for inspiration
Powrót