Evangelion Unit04


Anno Domini 2015, gdzieś w USA.

    Dzwonek, brzękiem wdzierający się do umysłu, poinformował, że właśnie skończyła się przerwa.
    Pogoda była wspaniała. Słońce świeciło jasno na bezchmurnym niebie. Choć wiał delikatny wiatr było ciepło i czternastoletnia Kimberly McGregor w ogóle nie miała ochoty wracać. Lubiła przesiadywać na schodach przy tylnym wyjściu ze szkoły (nikt tam nigdy nie zaglądał), z twarzą zwróconą ku słońcu. Sama, oczywiście. Obecność innych ludzi była niewskazana. Nie lubiła tłoku szkolnych korytarzy ani szumu stołówki. Wolała samotne rozmyślania z dala od kogokolwiek.
    Westchnęła i wstała. Jedynym pocieszeniem było to, że lekcja, którą przed chwilą rozpoczął dzwonek to historia. Kim (tak ją wszyscy nazywali) lubiła historię.
    W sali panowała cisza. Nauczyciel z zapałem opowiadał o katastrofie nazwanej Drugim Uderzeniem, o jej następstwach i o tym jak to ciężką pracą Ludzkość odbudowała zniszczoną cywilizację. Kim słuchała z zainteresowaniem. Zawsze bardzo interesowało ją co tak naprawdę wydarzyło się pamiętnego 13 września 2000 roku. Oczywiście nie wszyscy podzielali jej zainteresowanie co objawiało się tym, że niemal połowa uczniów spała.
    Nagle drzwi otworzyły się i do klasy wszedł wice dyrektor. Wszyscy jak na komendę zerwali się na równe nogi. Dyrektor ponurym wzrokiem rozejrzał się po klasie.
- Czy Kimberly McGregor jest obecna? - zapytał ni to w stronę uczniów, ni w stronę nauczyciela, na którego biurku leżał dziennik.
- Jestem. - odpowiedziała Kim na równi zdziwiona i zaniepokojona.
- Proszę ze mną. - rzucił wice dyrektor i wyszedł.
Kimberly ruszyła wolno do drzwi.
- Przeskrobałaś coś, Kim? - szepnęła dziewczyna siedząca w pierwszym rzędzie. Kim rozłożyła ręce w geście niewiedzy.
    W małym gabinecie siedział, z wiecznie zmęczoną twarzą, dyrektor szkoły i młody azjata. Gdy weszła oboje wstali.
- To jest pan Kaji Ryouji - pierwszy odezwał się dyrektor - Jest z Organizacji Narodów Zjednoczonych i chce z tobą porozmawiać.
    Kimberly tak zaskoczyła ta wiadomość, że dopiero po chwili zauważyła, że pan Ryouji jest przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany. Długie włosy upięte w koński ogon, nieogolona twarz, błękitna koszula rozpięta pod szyją.

    Gdy jechali czarnym samochodem rządowym, Kimberly wciąż oszołomiona rozmyślała o tym co usłyszała od Kajiego w gabinecie dyrektora gdy rozmawiali sam na sam. Organizacja NERV. Nieznany wróg. Obowiązek walki w obronie Ludzkości.
- Milczysz całą drogę. Powiedz coś w końcu. - przerwał milczenie Kaji.
- Jestem nieco zszokowana. Poza tym, o co miała bym zapytać?
- Nie jesteś ciekawa dokąd jedziemy?
- Gdybym zapytała pewnie odpowiedział byś, że nie możesz powiedzieć. Pewnie wszystko jest tajne.
- To prawda. - Kaji uśmiechnął się - Przynajmniej na razie.
- Właściwie to mam jedno pytanie.
- Tak?
- Dlaczego ja?
Kaji spojrzał za okno, na zmieniający się szybko krajobraz.
- Ponieważ nikt inny się nie nadaje.

    Jechali windą coraz niżej i niżej. Kim czuła, że z każdą sekundą znajdowali się coraz głębiej pod ziemią. Wyszli z windy i przeszli długim korytarzem. Na jego końcu znajdowały się duże drzwi z czerwonym logo NERV. Kaji wstukał kod zamka i przesunął kartę magnetyczną przez czytnik. Drzwi otworzyły się z sykiem.
    Oczom Kimberly ukazała się gigantyczna głowa robota. Kim z trudem przełknęła ślinę.
- Co... Co to jest...? - wydusiła.
- To Wielozadaniowy Humanoidalny Biorobot Evangelion. Najpotężniejsza broń jaką stworzył człowiek. - Kaji wyminął ją i wszedł do wielkiej sali. - Jedyna broń zdolna przeciwstawić się Aniołom.
    Kim patrzyła zszokowana na wielką głowę. Nic racjonalnego, co można by ubrać w słowa, nie przychodziło jej do głowy. Weszła do sali i stanęła na skraju podestu. Chciała dotknąć maszyny, ale była za daleko. Kaji stanął obok niej.
- Kimberly. Chcę cię prosić abyś pilotowała Evangeliona.

* * *


    Kimberly zapięła szary plug suit. Wcisnęła przycisk na lewym ramieniu i kombinezon opiął ciasno jej ciało. Nie bardzo wiedziała dlaczego zgodziła się zostać pilotem. Z poczucia obowiązku? Z powodu zafascynowania niezwykłą sytuacją? A może dlatego, że to wszystko miało coś wspólnego z Drugim Uderzeniem?
    Od kilku tygodni przechodziła specjalne testy mające ją przygotować do walki z Aniołami. Testy synchronizacyjne, testy pilotażu, walki. Jednakże dzisiejszy test miał dotyczyć czegoś zupełnie innego. Podobno miało to jakiś związek z personelem niemieckim, który gościł tu od kilku dni.
    Weszła do wielkiej sali i zobaczyła Unit04 z otwartą klatką piersiową i wielką, czerwoną kulą w jej wnętrzu.
- Kaji, co to jest? - zawołała do Ryouji'ego, który skończywszy rozmawiać z technikami odwrócił się do niej.
- To Organ S2. Źródło energii, które odzyskano z jednego z Aniołów. Dzięki niemu nie będziemy musieli używać umbilical cable.
Kim uśmiechnęła się. - To powinno ułatwić walkę...
    Rozległo się ciche pikanie. Kaji wyjął z kieszeni telefon komórkowy.
- Ryouji, słucham.
Przez chwilę stał słuchając głosu w słuchawce, a potem rzucił krótkie "Tak jest!" i wyłączył telefon.
- Przykro mi, Kim, ale dostałem wezwanie. Muszę wracać do Japonii.
- Zostań chociaż do końca testu! Proszę! - Kim nie kryła żalu.
- Przykro mi, ale nie mogę.
Kimberly przytuliła się do Kajiego. Spojrzała mu w oczy.
- Do zobaczenia w Japonii. Przyjadę tam gdy skończą się testy.
- Do zobaczenia.
Kaji założył marynarkę i skierował się do wyjścia.

    Entry plug zamknął się i natychmiast wypełnił płynem LCL. Kim przypomniała sobie jak podczas pierwszej synchronizacji o mało się nie udusiła. Uśmiechnęła się na to wspomnienie.
- Start głównego zewnętrznego źródła mocy! - usłyszała krzyki obsługi.
- Połączenie obwodów!
- Komunikacja z rdzeniem A10 bez zakłóceń!
- Odłączyć umbilikal cable!
Kim usłyszała jak "pępowina" odłącza się od Evy.
- Eva przełączona na zasilanie własne! Do wyczerpania mocy pozostały 53 sekundy!
- 30 sekund...
- 15 sekund...
- 5 sekund... 4... 3... 2... 1... 0!
- Eva Unit04 - zatrzymanie funkcji!
Wszystko ucichło. Kim rozejrzała się wkoło.
    Nagle Evangelion odżył.
- Organ S2 - pełna moc! - usłyszała.
- Kimberly, spróbuj poruszać rękoma. - polecenie wydał dowodzący operacją komandor.
Kim poruszyła palcami, potem dłońmi i ramionami.
- Świetnie, Kimberly. Spróbuj teraz chodzić. - kolejne polecenie.
Olbrzymi stwór podniósł nogę i postawił ją z hukiem kilkanaście metrów dalej. Sala zatrzęsła się.

    Nagle wszystkie tablice w pokoju kontroli zapaliły się czerwonymi światłami z napisem "Emergency". Zawyły syreny alarmowe.
- Komandorze! Co się stało! - krzyknęła Kimberly.
- Organ S2 wytwarza za dużo mocy! - zawołał któryś z operatorów.
- Włączyć chłodzenie! Wykorzystać ciekły azot! - krzyknął komandor.
    Kimberly nie wiedziała co się dzieje. Zobaczyła jak ubrani w kombinezony ochronne technicy uwijają się polewając Organ S2 ciekłym azotem.
- Azot nie daje rady! - krzyczeli technicy.
Nie wiedziała dlaczego nagle straciła kontrolę nad Evą.
- Priorytet dla ocalenia pilota! Katapultować Entry plug!
- Awykonalne! Całkowity brak kontroli nad funkcjami!
Usłyszała słowa operatora i przeraziła się. Nie mogli jej katapultować! Coś było nie tak, a ona nie mogła wydostać się z tej klatki!

    Panika nawet nie zdążyła opanować jej umysłu. Wszystko stało się nagle białe i ciche. Zniknęła kabina Evy, zniknęli technicy, operatorzy, komandor. Kimberly czuła, że unosi się nad ziemią coraz wyżej i wyżej w stronę błękitnego nieba i wspaniałego, jasnego słońca...

story by J.F.G.



Powrót